25 października 2013

MGŁA NA POWĄZKACH

Dzisiaj każdego Warszawiaka obudziła mgła. Około 7:30, kiedy za oknem dało się zobaczyć cokolwiek za oknem mgła była tak gęsta, że przypomniał mi się pewien dowcip o uduszonej krowie :} Za oknem widoczność była tak mała, że blok znajdujący się na przeciwko mojego domu - zniknął. Pomyślalam sobie, że mgła i jesień  nieodparcie kojarzy mi się z cmentarzami. Powązki o ósmej rano wyglądały mrocznie. A Warszawa to stanowczo jesienne miasto. Tego już jestem pewna.



30 września 2013

ANTKA ROZPYLACZA

Przechodząc przez skromną bramę, w podwórze przy Brackiej widzimy kolejne spośród chyba miliona w tym mieście - miejsce pamięci. To, że można je tam spotkać mówi również tablica obok numeru ulicy. Przy Brackiej 5 pochowany został zastrzelony nieopodal, w czasie Powstania - niejaki Antek Rozpylacz. Każdy, kto bywa na Woli graniczącej z Bemowem może kojarzyć ulicę właśnie rzeczonego Antka, ale czy zastanawialiście się kiedyś kim ów młodzieniec był?

Antoni Szczęsny Godlewski urodził się 11 stycznia 1923 roku. Zginął w wieku 19 lat, ósmego dnia Powstania w Śródmieściu. Dla starszych warszawiaków jest symbolem bohaterstwa młodzieży. Antek służył w oddziale Władysława Olszowskiego ps. Sokół w stopniu Strzelca. Swój pseudonim "Rozpylacz" otrzymał ze względu na pistolet maszynowy STEN który posiadał. W momencie śmierci dosłużył się prawdoposobnie stopnia kaprala podchorążego. 3 sierpnia grupa Antka wzięła udział w akcji odbicia cywilów służących jako żywe tarcze, ale już 8 sierpnia podczas akcji wspomagającej inny batalion ("Bełt" - Śródmieście Południowe) został zastrzelony z karabiny CKM u skrzyżowania Brackiej i al. Jerozolimskich. Spod ognia ciało młodzieńca wyniosła jego narzeczona Janina Grzybowska "Ninka". Pogrzeb Antka odbył się na drugi dzień właśnie w tej bramie, przy Brackiej 5. Rok później ojciec chłopaka ekshumował ciało syna i przeniósł je na Powązki Wojskowe. Upamiętnienie pierwszego pochówku w Śródmieściu nie zmieniło się ani troszkę. 
Napis na ścianie wykonała osobiście matka Antoniego, a opiekę nad nim roztoczyli mieszkańcy kamienicy, Państwo Bielszowie. 

Dlaczego ten chłopiec stał się symbolem, podczas gdy inni umierali bezimiennie? Nie wiem. Ale wiem, że zasłużył na to tak bardzo jak oni wszyscy. 




Pogrzeb Antka Rozpylacza. 9 sierpnia 1944. Kondukt idący wzdłuż Nowogrodzkiej (dziękuję http://warsawid.blogspot.com/ ) - zdjęcie z wikipedia.org. 

28 września 2013

MOKOTOWSKIEJ PODWÓRECZKA


Znów przepraszam za niemal miesięczne milczenie. Wyszłam za mąż i właśnie powolutku wracam do Warszawy i jej ulic i uliczek :) Tym razem udało mi się wejść do trzech bram na Mokotowskiej zamkniętych na cztery spusty. W jednej można było spróbować zadzwonić do fundacji Ę ale reszta wymagała wielkiego farta. Z podwórza od Mokotowskiej da się ujrzeć coś, czego nie sposób od ulicy - kaplicę. Nie kapliczkę podwórkową z okresu okupacji, ale wielką kaplicę przypominającą kościół. Rzymskie cyfry układają się w 1915 rok. Co robi kościół ukryty głęboko w podwórzach?
Ano to robi, że jest kaplicą klasztorną, a klasztorem jest kamienica. W samym śródmieściu znajduje się Dom Generalny Sióstr Franciszkanek od Cierpiących. Istnieje w tym miejscu od XIX wieku, a kamienica służąca siostrom za dom zakonny nie została ofiarowana jakoś niedawno. Przetrwała wojnę, nie uległa zniszczeniu. Kościół ukryty między podwórzami również trzyma się pięknie. 

A pozostałe cuda ukryte za bramą? Na przykład kamienica z poddasza której można podziwiać resztę podwórek to prawdziwy taras widokowy. Wszystko głęboko między starymi oficynami do złudzenia przypomina Pragę Północ. Wystarczy jednak otworzyć bramę by uderzył nas gwar śródmiejskiego życia. Ile jeszcze perełek jest za rogiem.. :}









28 sierpnia 2013

KAWĘCZYŃSKA A.D. 1903

Pod koniec XIX wieku na Szmulowiznie wytyczono drogę w kierunku Woli Ząbkowskiej. Czterdzieści lat później droga otrzymała nazwę Kawęczyńska. 
Nim Kawęczyńska stała się Kawęczyńską - jeszcze pod dawną nazwą - powstawać zaczęły po obu jej stronach malownicze kamieniczki i domy drewniane otaczające bazylikę. W roku 1900 powstał sławny w tamtym okresie "Praski drewniak" - oficyna Burkiego. Przetrwała po dziś dzień. Aż niewiarygodne, że jeszcze nie wydarzył się w niej wypadek, doszczętnie palący całą oficynę. Odpukać. 

Naprzeciwko słynnej na całą Pragę i świat zajezdni z 1922 roku (a jako ciekawostkę mogę dodać, że do samego przedednia wojny drugiej światowej zachowano oryginalną "carską" nazwę ulicy "Kawenczyńska") znajdują się kamienice z podwórzami a'la studnia. Skąd ta "ala"? Bowiem nie są to klasyczne studnie jakie można spotkać na Woli lub Śródmieściu. W kamienicy kawęczyńskiej pod numerem 39, w otoczeniu domostwa z lat dwudziestych ukrył się dom z dwoma kominami, nawiązujący do dworskiego, kamiennego stylu - z 1903 roku! Istnieje i jest pod opieką konserwatora. Niezamieszkały, ale widać, że konserwator dba. Niedawno namalowali na dyktach w okiennicach postacie z dawnych lat. Da się wyczuć niewątpliwą wrażliwość opiekuna zabytku. Mógł przecież nie namalować nic. Albo zabić. W każdym razie mieszkańcy dbają o swój studziesięcioletni domeczek w podwórzu tak jak tylko mogą. Pieczołowicie czyszczą wszelkie ślady libacji i nie pozwalają na żadne akty wandalizmu. Wyjątkiem są tylko współczesne cegły i płotek. 

Dobudowanie kamienicy do istniejących już starszych kamieniczek i oficyn to zabieg charakterystyczny dla Szmulek. Istny eklektyzm. To niewątpliwie cieszy oko z tym, że jeśli do kamienicy dobudowali wielką płytę to moje uczucia względem tego eklektyzmu są zgoła odmienne. 







21 sierpnia 2013

OSTATNI DOM GENERAŁA MAZURKIEWICZA

Generał Jan Mazurkiewicz ps. "Radosław". Postać powinna być każdemu znana. Kto nie zna, ten.. powinien poczytać. Człowiek historia. Urodzony we Lwowie, zmarł tu, w Warszawie. Chociaż dowodził zgrupowaniem z zupełnie innej części miasta, na starość osiadł na Mokotowie, w kamienicy przy Madalińskiego. Kamienica nadal funkcjonuje, sporo w niej emerytów. Przez osiedle przejeżdża jeden autobus i latem jest tu bardzo malowniczo. Stary Mokotów jest do tej pory studnią bez dna. A ja zauroczona wsiąkam coraz bardziej. 




20 sierpnia 2013

SWASTYKA

Kontynuując eksplorację Starego Mokotowa, wczoraj wzbogacona o nieocenionego przewodnika - stanęłam oko w oko z tym. 

Mamy rok 1942. Okupacja trwa. Harcerskie organizacyje nie próżnują. Akcje Mały Sabotaż są dla ludności cywilnej propagandą spod znaku "jeszcze Polska nie zginęła". Każdy rysunek przeciw niemieckiemu oprawcy może kosztować życie. Każdy akt oporu, nawet namalowany pośpiesznie, na fasadzie kamienicy to skarb. Ludzie ich wypatrują, Niemcy je niszczą. Zdawałoby się - zabawa. Nie.
Nie raz słuchałam opowieści o martwych dzieciach leżących pod murami, na których nie dokończono napisu. Niemcy nie mieli skrupułów. Nawet przed Powstaniem, błędnie pojmowanym jako punkt graniczny między humanitarnym traktowaniem warszawiaków, a rzezią. To miasto nie spało spokojnie ani jednej nocy.
Harcerz z grupy Małego Sabotażu "WAWER" wiosną 71 lat temu namalował swastykę na szubienicy. 
Przetrwała wojnę i komunizm. Wraz z minimum czterema innymi oryginałami z tamtych lat na murach Warszawy, tworzy zbiór bezcenny. 


19 sierpnia 2013

TAJEMNICZY STARY MOKOTÓW

Nie do opowiedzenia. Do zobaczenia :)


Tak, to kopia słynnego tekstu promującego Dolny Śląsk, jednakże Dolny Śląsk jest daleko, a Warszawa tuż za rogiem. Tym razem idziemy na kwadrat pomiędzy alejami Niepodległości i ulicą Puławską. Tam ciągle coś jeździ i jest głośno. A po Dąbrowskiego nie jeżdżą autobusy i dlatego ostatni raz tam byłam 12 lat temu. Niesamowite, ile komunikacja miejska daje lokatorom miejsc, przez które nie przechodzi - świętego spokoju. Ulica Dąbrowskiego ma zróżnicowaną architekturę. Począwszy od majestatycznych białych willi, przez wille skromne w stylu klasycystycznym po kamienice. Kamienice są najpiękniejsze. Podwórza, w podwórzach lokalne małe kawiarenki i postępująca ekspansja nowoczesności i świeżych projektów. Niedługo apartamentowce będą się przeplatać razem z kamienicami, tak jak w innych częściach stolicy. 
Z Dąbrowskiego w Bałuckiego w Różaną. Co widzę? Dawny szpital polowy i punkt oporu Powstańców, miejsce upamiętniające samotną walkę Jurka Horczaka ps. Wróbel z policją niemiecką w obronie magazynu. Szesnastoletni harcerz został później zamęczony przez gestapo. 
Tyle podwórek, w których ciszę przerywa telewizor włączony na całe osiedle. Starsi ludzie oglądają teleturniej. Wszyscy słyszą. Tyle dzieciaków biegających od willi do kamienicy bez obawy o potrącenie przez samochód, bowiem chociaż te uliczki spokojnie mogą służyć jako skrót - to w porównaniu do Niepodległości samochodów mało. Polecam także kawiarenkę "Stary Mokotów" przy Dąbrowskiego (idąc wgłąb ulicy od Niepodległości). Polecam także cukierenkę na Różanej, w której można zakosztować lodów o smaku warzyw. Oba miejsca powstały w starych kamieniczkach i chociaż klientela się zmieniła i nikt nikomu już się nie kłania i kapelusza nie zdejmuje - urok pozostał.









17 sierpnia 2013

KILKA MAŁYCH ULIC

Kiedyś byłam w Londynie, innym razem w Rzymie, jeszcze kiedyś byłam w Pradze czeskiej i w Barcelonie. To ostatnie stolicą nie jest, ale metropolią i owszem. Duże miasta mają swoje dworce główne, dworce bardzo ważne i strategiczne oraz multum stacji kolejowych lokalnych. I tylko Warszawa ma coś takiego jak małomiasteczkowa, cicha zabudowa otaczająca jeden z trzech najważniejszych dworców kolejowych w mieście. Okolica widoczna z pętli autobusowej z Lubelskiej oraz z peronu szóstego zawsze zmiękczała mi serce. Dookoła coś się ciągle buduje. Nowoczesność miesza się z niską zabudową dwudziestolecia międzywojennego. Trzy małe uliczki krzyżują się ze sobą w cieniu dworca Wschodniego i powstających jak grzyby po deszczu apartamentowców. Wrażenia podobne do tego z Centrum, ale jednak nie taki kaliber. Praga ma inny klimat. Dzisiaj zaczęłam próbwać ubrać w słowa, to jak odczuwam poszczególne dzielnice, bowiem każda jest inna. Przyznam, że nie tak łatwo jest to opisać, ale będę próbować. Tymczasem Kamionek urzeka ciszą i nawet kiedy obok dudnią koła stukające o szyny - ta cisza jakoś nie przemija. 

Pierwsza ulica z dwiema kamienicami: Frycza Modrzewskiego. Elewacja ostrzelana. Widać ślady pocisków od frontu i podwórza. Nieopodal, na "lubelskich ogrodach" chowano poległych w Kampanii Wrześniowej.
Druga ulica: Berka Joselewicza. Nie był bohaterem powstania w getcie, nie przeżył wojny. Zmarł na długo przed jej wybuchem. Był handlarzem koni i uczestnikiem powstania Kościuszkowskiego. Z resztą  sławnych. Żydów po tej części Wisły było wielu. Ulica Berka Joselewicza jest wyjątkowa. Istnieje, ale nic się przy niej nie znajduje. W Warszawie nie ma adresu na Berka Joselewicza. Ulica od blisko stu lat sobie jest.. ale dzisiaj jej to wystarczy. No i Nowińska. Uliczka z jedną kamieniczką i kawałkiem chodnika. 
Kamionkowskie kamieniczki, które jako jedne z pierwszych przywitały 14 września Armię Czerwoną na Pradze widziały naprawdę wiele. Mają tę wyższość nad majestatycznymi kamienicami z lewej części Warszawy, że prawie wszystkie przeżyły.